25 sierpnia 2007
gdy przyszło walczyć nie robiłam za krzaknie chciałam trząść się w obawie siebie samej
gnałam zawzięcie ale nie zagnałam
nie zdobyłam najbardziej upragnionego okrucha
mojego ziemskiego słońca...
cierpienie nie mija gdy związuje się ból kącikami ust
gdy serce zamraża się ze strachu przed śmiercią zawsze martwego...
przespałam dni wiele w nocy mojego istnienia...
dotyk pioruna urealistycznił mnie
idealizm runął
szybko przetarłam zaszklone oczy
i pojawił się wiosenny dotyk na ciele ciepłych dłoni...
były ciągle gdzieś w mym cieniu - niewykorzystane, spragnione
czekały i się im spełniło
jak mają na imię?
nie wiem
nie powiem
nie literkom wytyczać wartość
to tylko serce mówi, że z nimi mu dobrze...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz