5 sie 2008

z tymi dłońmi mi dobrze...

25 sierpnia 2007

gdy przyszło walczyć nie robiłam za krzak
nie chciałam trząść się w obawie siebie samej
gnałam zawzięcie ale nie zagnałam
nie zdobyłam najbardziej upragnionego okrucha
mojego ziemskiego słońca...

cierpienie nie mija gdy związuje się ból kącikami ust
gdy serce zamraża się ze strachu przed śmiercią zawsze martwego...

przespałam dni wiele w nocy mojego istnienia...

dotyk pioruna urealistycznił mnie
idealizm runął

szybko przetarłam zaszklone oczy
i pojawił się wiosenny dotyk na ciele ciepłych dłoni...
były ciągle gdzieś w mym cieniu - niewykorzystane, spragnione

czekały i się im spełniło

jak mają na imię?
nie wiem
nie powiem
nie literkom wytyczać wartość

to tylko serce mówi, że z nimi mu dobrze...

Brak komentarzy: