5 sie 2008

poczekalnia

16 lipca 2008

być bliżej
być bardziej


coś zmienić
coś zostawić


czuć kogoś na sobie
siebie na kimś


być dziewicą
kochanką najczulszą


pochwycić umarłe
pragnienia pogrzebane


przywołać namiętności
wzniecić ekstazę


jak wiele zdarza się
jak wiele się zatraca


sens niknie
marzeń brak


czas nie cofa się
przyspieszać nic nie warto...


być może teraz
trzeba poczekać...

nie jesteśmy aniołami

08 lipca 2008

nie jesteśmy aniołami
nie ma świętych ust na ziemi
świętych słów
wszystko rani

nie jesteśmy aniołami
nie wiem czego chcemy sami
nie ma aniołów
jesteśmy ich zgliszczami

nie ma nas w ogóle
beznadziejni
lewe skrzydła
nocnej eskapady
emocjonalnych zdrad w przestrzeni

miłość nie może istnieć
jeśli istnienie jest sporu kwestią
miłość może istnieć
poza rozumieniem
- nie zawsze

wiedzieć niewiedzieć
być nie być
nadzieją korytarze marzeń usnute
gdzie wczoraj kamieniami
dziś kwiatami jasnymi rzucają
czy prawda?

nie jesteśmy aniołami
nie możemy być

zachłanni...

nie mów że jesteśmy inni...
nie mów...

nie jesteśmy aniołami
nie możemy być

z bez...

07 lipca 2008

byliśmy razem
na tęczy korowodu zdarzeń
oglądaliśmy wschody spróchniałego Słońca
spoglądaliśmy bez końca za siebie

przed nami...

a teraz odejdę cichutko
jakbyśmy nigdy się nie znali
wcale nie kochali -

serca struna zadrżała z lekka
łza z oka wypłynęła ciepła

dlaczego...

i jeszcze tamto całkiem nowe brzmienie
w snach ponurych żywe płonienie
nici silne

bezradność...

odchodzić nie umiem
przychodzić się boję

kimże ja jestem
okrutna i droga
kochana i znienawidzona

którędy nasza ścieżka
od siebie
do siebie


gdzież są drogowskazy
do szczęścia...

kto powie co czynić
w nierównym
skołowanym
rytmie strasznego, biednego
serca...